Sto lat, J.


- Tylko niech ktoś ją trzyma, żeby nas nie widziała.

Bo to jakieś szaleństwo szalonych ludzi, których lubię za to, że mają nierówno pod sufitem.



 Najpierw było porwanie na Bankowym.


A potem obieranie ziemniaków w parku przez człowieka z workiem na głowie.


A żeby nie było szaro i buro tuż koło Grubej Kaśki stał uroczy clown.


A pod Muranowem tańczono macarenę.


Kawałek dalej palono fajkę pokoju.


I pod Fryczowską szkołą jedzono sushi od...


Japonek prosto z Japonii.


Aż w końcu Julia trafiła tam, gdzie byliśmy my.


Żeby usłyszeć sto lat, zjeść tort, powiedzieć, że jesteśmy nienormalni i wypić ruskiego szampana.


Ja naprawdę lubię tych szalonych ludzi.
I lubię też fotografa. Nowakowski, dzięki Tobie, w końcu jestem na jakiś zdjęciach gdzieś.

6 komentarzy:

  1. Liczę, że zrobisz mi ładne zdjęcie ze swoją dziewczyną w piątek. Mocno liczę na to!

    OdpowiedzUsuń
  2. Marek Koterski nazwałby Was zwariowanymi wariatami. I ja też. A J. określiłabym posiadaczką najbardziej pomysłowych zwariowanych wariatów za przyjaciół.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. haha fajnie było :D
    oj no Ciasteczko, na pewno zrobią nam zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajno, fajno! Oby nam zrobili, bo ja chcę mocno!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacja, takie urodziny na pewno zostaną na długo w pamięci.
    Trochę mi wstyd, że tak dawno tutaj nie zaglądałam... Mam co nadrabiać!

    OdpowiedzUsuń