Od godziny szóstej rano siedzę w kołdrzanym kokonie przy drzwiach balkonowych. Pada deszcz. Mamy pierwszy maja. Jest zimno, mokro, a w pokoju zatęchło pranie i pachnie palonym tytoniem. Szafki kuchenne są pootwierane. Uznałam, że ich zamknięcie jest bezsensu, skoro zaraz znów będę musiała je otworzyć. Wszędzie leżą pudełka po ciastkach i kubki z niedopitymi herbatami. Spałam cztery godziny i czuję się przeraźliwie źle. Nie, fizycznie nie. Rzadko czuję się źle fizycznie. Dziś o tej szóstej rano pierwszego maja w kokonie z kołdry i z spiechrzniętymi ustami czuję się fatalnie psychicznie, ale w sumie to nie ma znaczenia. Zapomnę o tym. Jak o wszystkim. Mam paskudny charakter. Jestem paskudnym, cholernym hipokrytą o konfliktach wewnętrznych, które samodzielnie inicjuję. 

ps. lubię jak pada, jak wieje, jak zimni.

1 komentarz:

  1. Bezsenność z nadmiaru myśli? Znam to aż za dobrze...

    OdpowiedzUsuń