Gdy zanurzasz się taki zmęczony parszywym dniem w czystej, pachnącej pościeli, którą uprasowała może Twoja mama w sobotnie popołudnie, to nie ma nic wspanialszego na świecie. To plątanie się wszystkich kończyn w kołdrze jest błogo cudowne. A gdy już znajdziesz wszystkie swoje nogi, ręce i głowy, ułożysz je odpowiednio, odpływasz. Tak cicho. Z na pół zamkniętymi oczami. Nie potrzeba Ci nic więcej, bo każdy fragment Twojego ciała mówi, że mu wygodnie. Nie potrzeba Ci niczego więcej. Ani nikogo. Ktoś jeszcze w Twoim łóżku zabrałby Twoje miejsce. Może nie byłoby wtedy samotnie, ale za to nieosobiście. Pływanie w kołdrze w opisany powyżej sposób uznaję za coś własnego, co trzeba robić samemu od czasu do czasu.

4 komentarze:

  1. aż zachciało mi się położyć do łóżka. uwielbiam świeżą, wypraną pościel. ahhhhh!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cytując Kasię Nosowską:

    "Lubię ten stan
    Rozkoszne sam na sam
    Cisza i ja
    Cisza, ja i czas..."

    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. samej nie lubie spac, chocby przyjaciolka, ktora cie straca na podloge, zabierajaca ci posciel- 'uprasowana przez mame w sobotnie popoludnie', ale najlepiej juz to osoba płci meskiej, ktora jest tak silna i odwazna, ze moze przepedzic kazde potwory nocne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, aż mi się zachciało zanurzyć w kołdrze, mimo że w niedzielne popołudnia taka ochota nigdy mnie nie nachodzi. :) A co do kogoś obok... czemu nie? Zawsze można go wyrzucić, by znów zanurzyć się w błogości samemu :).

    OdpowiedzUsuń