W poniedziałek, osiemnastego kwietnia, zdała sobie sprawę, że ma bardzo duży debet. Większość od niej odchodzi jak mrówki. Odlatuje jak gołębie. Szybko i bezboleśnie. Wszystko inne zaś ślamazarzy się do niej jak słonie. Przypływa jak wieloryby. Powoli i w gehennie. Po drodze błądzi, ucieka, znika, tonie i roztapia góry lodowe. Jak tu żyć z sensem, gdy daje się więcej niż zabiera? Nie da się. Nie da. Zostaje się bankrutem uczuciowym. Takie życie. Takie już życie skłonnego do uniesień bankruta uczuciowego.


1 komentarz:

  1. Ja nie uciekam... wiem, że kontaktujemy się tylko poprzez blogi, ale...
    :*

    OdpowiedzUsuń