Bo jej kości to marny stelaż całego ciała, w którym jest mnóstwo sprzeczności, których nie rozumie ona sama, a pragnie, żeby zrozumiał ktoś inny, ale... W momencie, gdy je zrozumie, połamałyby się w mgnieniu oka, bo ta bariera chroni przed ich poznaniem. Przed poznaniem tego, jak bardzo są spleśniałe. Nie chce dopuścić do siebie blisko nikogo, bo nie umie się dzielić sprzecznościami, które tworzy. Boi się, że go pokaleczy goryczą zachowań i nieprzewidywalnością gestów.


Jak grochy spadają, spadają. Jak grochy niezielone, słone. Trochę się tracę. Nie mogę wyprostować kości, bo ściska mnie w środku. Ściskają mnie połknięte ości. Wszystkie połknięte ości. 

Ostatnio z wierzchu sobie radzę. Warstwa wierzchu jest bardzo gruba, ale gdy znika... Gdy znika... Znikam.

Bardzo mocno potrzebuję dziś świadomości, że jestem kogoś.
Kobiety są bardzo specyficzne, wiesz? Kobiety nie chcą, gdy mają. Chcą, gdy nie mogą mieć.


Jestem strasznie bezbarwna, ale obiecuję sobie, że to zmienię.
Obiecuję sobie to kolejny dzień. Obiecanki cacanki.